Prapoczątkiem powstania mydła była legenda z czasów Galów o spływającym do rzeki tłuszczu wymieszanym z popiołem powstałym przy rytualnym całopaleniu zwierząt na górze Sapo.
Potem w czasach Babilońskich, pojawiła się wzmianka o tabliczkach w przepisem na mydło i kolejną „chwilę” tekst w „Naturalis Historia” Pliniusza Starego, mówiący o wynalazku Galów w Sapo.
I znowu mijają lata i wchodzimy w czasy średniowiecza, gdzie co prawda mycie nie było za bardzo popularne ale konieczność prania „od czasu do czasu” a i owszem.
Zapoczątkowanie stosowania mydła do higieny ciała zawdzięczamy w dużej mierze Arabom. To stamtąd pochodzą te najbardziej znane jak mydło Aleppo czy pokrewne mydło Savon-noir. Dzięki temu zaczęły powstawać masowo mydlarnie Marsylskie, Weneckie czy Hiszpańskie.
Tak dochodzimy do Rewolucji Francuskiej gdy to Pan Nicolas Leblanc wynalazł metodę na produkcję masową węglanu sodu co w połączeniu z rozwijającym się handlem kolonialnym i dostępnością różnego rodzaju tłuszczy rozpowszechniło produkcję mydła. W niecałe 30 lat później Pan de Chevreul potrafiąc nazwać pewne rzeczy zaczął tłumaczyć głośno i oficjalnie czym jest i jak działa proces chemiczny zmydlania tłuszczy. To on powiedział głośno, że mydło powstaje w procesie zmydlania oleju z wodorotlenkami.
Eureka, człowiek w końcu zrozumiał to i poczuł, że może zrobić na tym biznes i to właśnie jest ten moment gdzie rynek mydlarski rozkwitł na całego.
Proces powstawania mydła był/jest jednakowoż czasochłonny i wymagający a na więcej, więcej i więcej coraz większe. Wtedy to zaczęto kombinować jak z manufaktury wejść w wielki przemysł. A jak przemysł to jeszcze więcej, szybciej i na dłużej. Zostały wynalezione detergenty, konserwanty, ulepszacze, poprawiacze i już klasyka prawdziwego mydła stała się luksusem wytwarzanym w manufakturach a na półkach sklepowych zaczęły głównie gościć tzw. kostki myjące lub środki myjące.
Tu już mało jest natury a góruje głównie chemia, mniej lub bardziej szkodliwa ale jednak chemia, a o takiej trudno powiedzieć, że „naturalne”.